Media kontra Iran.

Światowe, w tym polskojęzyczne media, nieustannie donoszą o fałszerstwach wyborczych w Iranie, w ktorych zwyciężył dotychczasowy prezydent Mahmud Ahmadinejad. W ciągu chwili „podejrzenie fałszerstw” zamieniono na „fałszerstwa” co ma mówić widzowi/czytelnikowi że „fałszerstwa” te są faktem. Co krok media donoszą o utrudnieniach w dostępie do komunikacji opozycji, z pomocą ruszyły im firmy internetowe Google, Facebook i inne. Media na świecie jednoznacznie oceniają rządy Ahmadinejada używając w odniesieniu do nich określenia „reżim”. Samym władzom Iranu zarzucają oszukańczą propagande medialną, pokazują powiększane w programach graficznych demonstracje zwolenników itp.

Przeciwko zwycięstwu Ahmadinejada zjednoczyły się wszystkie niemal rządy i organizacje międzynarodowe. Skupmy sie jednak na mediach.

Internet miał być jedynym narzędziem komunikacji irańskiej opozycji, który usilnie chce zablokować rząd tego kraju. To prześladowani opozycjoniści mieli wysyłać w świat dramatyczne raporty o dokonanych podczas wyborów oszustwach. Władze Iranu, prezydent oraz duchowy przywódca ajatollah Chamenei mówią o syjonistycznych agendach sterujących protestami opozycji. Media do perfekcji opanowały ukazywanie takich poglądów jako „teorii spiskowej” skutecznie ośmieszając je w swoim sprawozdaniach, a ich autorów ukazywać w kontekście groźnych (lub niegroźnych, w zależności od sytuacji) wariatów.

Izrael jest krajem, któremu niewątpliwie najbardziej przeszkadza przywództwo Ahmadinejada w Iranie. Żydzi i specjalnie tworzone przez nich i finansowane przez panstwo grupy internetowe miały kształtować tzw. światową opinie publiczną podczas ich agresji na Gaze. Polityczna niestabilność Iranu leży w izraelskim interesie.

„Wybawieniem” dla iranskiej opozycji stał sie serwis Twitter oferujący blogi, na których opozycjoniści informowali świat o sytuacji w kraju.

W ostatnich kilku dniach najważniejszym tematem na tym serwisie były wybory w Iranie. Tysiące blogerów pisało z pełnym przekonaniem że wybory zostały sfalszowane, informacje te przekazywały w świat potężne media. Na blogach wzywano do masowych protestów oraz ataków hakerskich na irańskie media państwowe.

Użytkownicy Twittera, irańscy opozycjoniści, jak mówią media, napisali w ciągu kilku dni dziesiątki, a nawet setki tysięcy postów, założyli tysiące profili. Duża część z nich charakteryzuje sie pewnymi podobieństwami:

– wszystkie blogi zostały założone w sobote 13 czerwca

– wszystkie mają niewyobrażalnie dużą liczbe postów zważywszy na date ich założenia

– „IranElection” było słowem kluczowym na wszystkich blogach

– poza bardzo małą liczbą wyjątków wszystkie pisane były po ANGIELSKU (!)

– polowa z nich ma taką samą grafike profilu

– każdy z blogów miał tysiące czytelników i jedynie po kilka osób zakwalifikowanych do grupy „przyjaciół”. „Przyjaciółmi” byli właściciele innych blogów o tej samej tematyce.

Dlaczego te wszystkie blogi prowadzone przez „zwykłych Irańczyków” prowadzone są w języku angielskim? Dlaczego wszystkie one skupione były na temacie wyborów? Jest niemal oczywistym że ta akcja internetowa nie była spontaniczną reakcją obywateli a planowanym przedsięwzieciem stworzonej do tego grupy. Jej zadaniem była destabilizacja Iranu i utwierdzenie opinii publicznej w przekonaniu o fałszerstwach.

Jednymi z najbardziej popularnych „niezależnych” źródeł informacji byli użytkownicy Twittera: STOP AHMADI, IRAN RIGGED ELECT oraz CHANGE FOR IRAN. Po wyszukaniu w Google pierwszego z nich trafiamy na strone… Jerusalem Post. Gazeta ta związana z izraelską prawicą napisała artykuł o tych właśnie blogerach, którzy „zaledwie kilka godzin temu dołączyli do społecznej sieci opozycyjnych blogerów i już mają tysiące czytelników i naśladowców”. Dlaczego tak ważni byli akurat ci trzej spośród tysięcy?

Fakt promowania tych trzech blogerów przez JP jest dowodem na to że izraelska machina propagandowa silnie oddziaływuje w Iranie, jeśli nie zorganizowała „internetowej rewolucji” to aktywnie ją wspiera.

Nie ma najmniejszych wątpliwości co do tego że Izrael uważa Iran za swojego największego wroga a destabilizacja sytuacji w tym kraju jest dla niego korzystna.

Teoria „sfałszowanych wyborów” powtarz się zawsze tam gdzie do władzy dochodza ugrupowania stojące w jawnej opozycji do wojującego syjonizmu. Afera irańska to niemalże dejavu z wygranych przez Hamas wyborów w Palestynie w 2006 roku. Posiadanie ogromnych korporacji medialnych czyni prace syjonistycznych propagandzistów dość łatwą. Media, które sprzeciwiłyby się tej swoistej „dyscyplinie branżowej” musiałyby zmierzyć się z zarzutami „wspierania reżimu”, którego wizerunek został w społeczeństwie utrwalony jako łamiącego prawa człowieka i będącego zagrożeniem dla światowego pokoju.

Wróćmy do jawnych oszustw propagandowych wielkich, opinotwórczych mediów. Wspomniane zostały przerabiane w programach graficznych zdjęcia z demonstracji poparcia dla Ahmadinejada, które wielkie media okrzyknęły oszukańczymi chwytami propagandowymi. Okazuje się jednak że one same stosują podobne metody. BBC prezentowała zdjęcie wiecu poparcia dla prezydenta Ahmadinejada opatrzone informacją że jest to…manifestacja antyrządowa zwolenników Musawiego. Pomyłka? Odnośnie wyborów nie mylą się „niezależni blogerzy”, zwykli obywatele a myli się gigantyczne medium? Jeśli ten przykład oszustwa nie jest wystarczający na ukazanie „bezstronności” tzw. wolnych mediów, poniżej znajdują się zdjęcia zamieszczone na stronie internetowej Los Angeles Times, te same co na stronie BBC News. Wykorzystywane były one przez wiele gazet i mediów internetowych. Przedstawiają zwolenników prezydenta Ahmadinejada ukazanych jako jego przeciwników. Na stronie BBC prezydent został…wycięty z fotografii poprzez zbliżenie na tłum.i1i2

„Wielotysięczne marsze opozycji” nie dostarczyły zagranicznym reporterom fotografii do zilustrowania ich doniesień?

W Iranie toczy się wojna propagandowa, mająca na celu destabilizacje kraju, oszukanie światowej opinii publicznej. Kryją się za nią określone interesy danych grup i krajów.

BBC i wiele innych mediów na całym świecie niejednokrotnie wykorzystywały technike obróbki fotografii i filmów w celach politycznej propagandy. Pamietamy „tysiące” Irakijczyków obalających do spółki z amerykańskimi żołnierzami pomnik Saddam Huseina w Bagdadzie. Zdjęcia publikowane później w niezależnych źródłach, ukazujące szerszy kąt obrazów znacznie redukowały „tłumy radosnych Irakijczyków”. Znaczną część tego tłumu stanowili amerykanscy żołnierze i dziennikarze. W późniejszym czasie BBC przyznało że jedynie „kilkudziesięciu” Irakijczyków uczestniczyło w tym wydarzeniu.

Wykorzystywanie „zoom’a” fotografii i filmów w publikacjach medialnych i opisywanie ich niezgodnie z prawdą to stała praktyka „wolnych mediów”.

Chaos w Iranie leży w interesie amerykańsko-izraelskim a podsycaja go właśnie media, nie jest on wynikiem żadnego „obwatelskiego zrywu”. Przypadkowe ofiary zajść i nieustanne walki na ulicach dają wrogom Iranu dodatkowe argumenty przeciwko tamtejszym władzom i mają usprawiedliwiać interwencjonizm w wewnętrzne sprawy tego kraju.

 
 

 

Reklamy

%d blogerów lubi to: